Ranking użytkowników kreatorów stron www.
Jak stworzyć stronę internetową? Jaki kreator wybrać?

Edytor stron WYSIWYG czy kreator stron – zła opinia, która się ciągnie

Edytor stron WYSIWYG to narzędzie do robienia stron. Jego nazwa to skrót od angielskiego what you see is what you get. Oznacza to w praktyce możliwość stworzenia kompozycji o oczekiwanym układzie bez kodowania lub wykonywania skomplikowanych działań.

Najlepiej to widać na przykładzie stron internetowych – pierwsze edytory WYSIWYG pozwalały na zrobienie strony internetowej bez kodowania i ułożenie elementów na niej wedle uznania. Bez znajomości HTML-u ani innych języków związanych ze stronami. Oczywiście było to okupione pewnymi kompromisami.

Zaraz to wszystko opiszę, a z tego tekstu dowiesz się, czym jest edytor stron pracujący w trybie WYSIWYG, dlaczego ciągnie się z nimi tak zła opinia i czym różnią się od kreatorów stron.

 

Czym jest i jak działa WYSIWYG?

Czyli FrontPage. Ten program Microsoftu był odpowiedzią na konkretne zapotrzebowanie: ktoś nie umiał zrobić samodzielnie strony internetowej (czyli – napisać jej w HTML-u; a to był 1995 rok), a jednak jej potrzebował. I tak powstał (oczywiście w dużym skrócie) pierwszy edytor stron WYSIWYG.

Ten program był narzędziem, które pozwalało tworzyć w trybie graficznym. Na przykład programy graficzne były oparte o skrypty i trzeba było spędzić trochę czasu, żeby wyedytować treść, na przykład składu książki, tak, żeby drukarka wiedziała, co ma wydrukować. Programy WYSIWYG bardzo przyspieszał pracę, jednak natychmiast pojawiły się kłopoty: duże obciążenie drukarki (moc obliczeniowa w latach 80. i 90. nie była tak duża) i inne kłopoty.

Wniosek był dosyć prosty: programy typu WYSIWYG ułatwiały pracę, ale powodowały sporo kłopotów.

Podobnie było z edytorami stron WYSIWYG. A zwłaszcza z tymi pierwszymi. Na przykład z Front Page.

 

Pierwszy edytor stron WYSIWYG

FrontPage spotkał się (nie bez podstaw) z mocną krytyką ze strony zwolenników „klasycznego” pisania stron. Przede wszystkim kłopotem był kod: jego ogromne ilości i semantyczność. Powodowało to, że stronę dało się zrobić szybko, ale jej wczytywanie czy optymalizacja były problemem.

To były czasy przed szerokopasmowym internetem, który znamy dzisiaj, więc każdy dodatkowy bit czy bajt danych do przesłania był dosyć cenny. A kod na stronie zrobionej w takim edytorze wczytywał się naprawdę długo.

Do tego to był kombajn, czyli pozwalał na kodowanie i pracę nad stroną w trybie graficznym. To powodowało pewne trudności użytkownikom i wprowadzało niekonsekwencję w samym procesie robienia stron.

Co nie zmienia faktu, że FrontPage wprowadził możliwość robienia strony w trybie graficznym, co znacznie ułatwiło życie wielu osobom.

 

Jak odróżnić edytor stron WYSIWYG od kreatora stron?

W sumie to trudno to zrobić jednoznacznie.

Oczywiście, można wprowadzić bardzo praktyczne rozróżnienie na to, czy narzędzie jest SaaS-owe, czy na dysku. Wbrew pozorom taki sposób ma dużo sensu, bo problemy edytorów stron WYSIWYG ciągnęły się dosyć długo. Jednak zmianę wprowadziły SaaS-owe kreatory stron, czyli takie, które działają w przeglądarkach.

Oferowały one więcej funkcji, były nowocześniejsze i – co jeszcze ważniejsze – regularnie aktualizowane. A dzięki temu szybko pozbyły się problemów, z którymi borykał się w praktyce każdy edytor stron WYSIWYG. Czyli koniec z fatalnym kodem, brakiem możliwości i tak dalej

 

Bezpieczeństwo i łatwość utrzymania strony

Bo kłopotem edytorów stron na dysku była też aktualność i bezpieczeństwo. Czyli jeśli program był aktualny, to było OK. Gorzej, jeśli nie ściągało się jego aktualizacji lub – co też było częste – te aktualizacje były płatne.

Ten temat nie dotyczy SaaS-owych kreatorów stron. Tu jeśli pojawia się nowa funkcja, to jest od razu. Jeśli jest aktualizacja bezpieczeństwa, to każdy użytkownik ma do niej natychmiast dostęp.

Kolejną rzeczą, która rozróżnia te narzędzia, jest sposób umieszczania strony w internecie. Edytor stron WYSIWYG był na dysku, więc trzeba było te pliki spakować i potem wrzucić na serwer. Czyli dochodziło szukanie hostingu, a do tego każda aktualizacja wymagała zmiany na stronie.

Chociaż ostatni popularny edytor, czyli Adobe Muse, pozwalał na dodanie wtyczki CMS-owej, to jednak dalej aktualizacje były uciążliwe. W przypadku kreatorów stron wystarczy się zalogować, zmienić, opublikować i po temacie ;).

To wszystko z jednego powodu: kreatory stron (SaaS-owe) oferują miejsce na serwerach, czyli hosting. Najczęściej – za darmo. A to załatwia naprawdę dużo problemów z prowadzeniem strony.

No i koronny argument za tym, że jednak kreatory stron są aktualniejszymi i nowocześniejszymi narzędziami: kolejne edytory stron WYSIWYG albo są zamykane (Adobe Muse), albo ledwo przędą. Co ciekawe, nawet w oficjalnym oświadczeniu Adobe stwierdzono, że taka forma programu jest już nieco archaiczna i po prostu nie nadąża.

 

Oszczędność, której nie daje edytor stron WYSIWYG

Jest jeszcze kwestia wydatków. Większość kreatorów stron jest darmowa. Można w nich robić strony za darmo, oczywiście z pewnymi ograniczeniami, ale jednak: nie płacąc ani złotówki.

Edytory WYSIWYG są najczęściej programami komercyjnymi, za które trzeba zapłacić od kilkudziesięciu do kilkuset złotych rocznie. Czasem jest siedem dni okresu próbnego, ale nie oszukujmy się: nie jest to idealne rozwiązanie.

Do tego nowe trendy pojawiają się w edytorach WYSIWYG razem z nowymi aktualizacjami, które albo są rzadkie, albo płatne. W kreatorach pojawiają się o wiele częściej i są darmowe. W końcu samo narzędzie jest za darmo :).

Warto poczytać ten tekst o edytorach stron i tym, czym różnią się między sobą różne ich rodzaje :).

 

Zobacz który z kreatorów stron jest warty Twojego czasu :).